Być może pod wpływem emocji czujesz przypływ motywacji do nauki języka holenderskiego. Ktoś, lub coś zdenerwował cię w pracy. Obiecujesz sobie, że już czas coś zmienić w życiu, bo dłużej nie wytrzymasz. Wracasz do domu i? Nic. Znasz to? Gdzie podziała się twoja silna wola?

Przychodzisz do domu i siadasz przed komputerem, włączasz YouTuba do obiadu. Przeskakujesz na kanapę, no i ten Netflix – abonament nie może się marnować. I tyle z dnia, jest godzina 23 i trzeba się zbierać do spania. Z wielkich planów i obietnic nici, ale przecież jutro też jest dzień.

Silna wola

Bardzo możliwe, że źle myślisz o swojej silnej woli. Kiedy budzisz się rano i czujesz przepływającą w sobie energię do działania to zakładasz, że taki stan utrzyma się przez cały dzień. Jednak prawda jest inna. Już po południu odczuwasz głód, napiłbyś się kawy i pozamiatane. Najefektywniejszy czas do działania podczas dnia masz już za sobą. Możesz się ratować kofeiną, lub drzemką, ale to wszystko. Jeżeli tego nie wykorzystałeś to już za późno.

Silna wola to nie jest cecha, która utrzymuje się na stałym poziomie przez cały dzień i albo ktoś ją ma albo nie. Silna wola wyczerpuje się w ciągu dnia. To dlatego rano możesz nie mieć problemów z wciągnięciem owsianki udekorowanej leśną ściółką, ale już wieczorem telefon sam wybiera numer po pizzę.

Mało kto może powiedzieć, że robi to co kocha. To normalne, że podczas dnia musimy przymuszać się różnych zadań. Praca, kontakt ze znajomymi twarzami z pracy, nadgorliwy szef, dzieci, zakupy, mąż/żona bez humoru. To są zadania wymagające wysiłku, a co się z tym wiąże wysiłku wymaga też utrzymanie samokontroli i silnej woli. Kojarzysz ten zielony kryształ nad głową postaci w grze The Sims? Tobie też tak spada.

Jedyne co z tym możesz zrobić to zadbać o swój układ nerwowy. Wysypiaj się, dobrze się odżywiaj, może pospaceruj, poćwicz. Zadbaj o siebie. Jeżeli będziesz zmęczony nie wystarczy ci sił na zadania, które nie są związane z podtrzymywaniem życia.

Co można z tym zrobić?

Wiedząc już co nieco o sile woli, nie dziw się, że po pracy nie wystarcza ci sił, aby otworzyć książkę i pouczyć się gramatyki. Mało komu wystarcza, a już na pewno nie na dłuższą metę. A pamiętaj, że nauka języka obcego to maraton, a nie sprint. Musisz ją tak rozłożyć, abyś to dźwignął w dłuższej perspektywie czasu.

Nie wiem jak ty, ale ja to nie mam tego luksusu, że najefektywniejszy czas – czyli do południa – mam dla siebie. Do tego momentu jestem po drugiej przerwie w pracy i to już mocno zmęczony. I też tak jak ty wracam padnięty i sięgnięcie po książkę nigdy nie jest moim pierwszym wyborem.

Czy wspominałem już, że nauka języka jest maratonem? Nie znaczy to, że trzeba go przebiec na raz. W końcu żeby ukończyć maraton trzeba wielu małych kroków. Ja staram się ukraść dla siebie w ciągu dnia jak najwięcej czasu na naukę. Spójrz na moje sposoby:

  • Korzystam z fiszek na telefonie. Telefon to jest to co zawsze mam przy sobie. Nawet w toalecie. Nie ściemniaj, że ty nie. Każda okazja jest dobra, aby chociaż na chwilkę odpalić aplikację ze słówkami i coś powtórzyć. Musisz tylko zdecydować czy w drodze do pracy będziesz bez sensu skrolować Intagrama, czy potrzaskasz słówka. Osobiście jestem wielkim fanem aplikacji Anki.
  • Słucham podcastów obcojęzycznych. Nie mam obecnie na to za dużo okazji, ale wiem że w niektórych pracach nikomu nie przeszkadza mieć słuchawkę w uchu. Zamiast słuchać muzyki możesz posłuchać czegoś po holendersku – podcastu, czy bajek dla dzieci.
  • Ograniczam materiały do nauki. To jest bardzo istotne zwłaszcza kiedy wracam zmęczony z pracy. Nie muszę się zastanawiać, z której książki, czy zeszytu dzisiaj się pouczę. Mam jedną, wiem co robiłem ostatnio i wiem co dzisiaj muszę zrobić. 

Dla każdego doba jest taka sama. Jeżeli myślisz, że ci którzy znają język holenderski nauczyli się bo mieli więcej czasu niż ty to jesteś w błędzie. Czasu na to nikt ci nie da, czas musisz sobie sam znaleźć. 

Skoro już wiesz, że twoja słaba wola to tylko głupia wymówka co z tym teraz zrobisz?